To jak to jest z tym ZAUFANIEM? #niziopyta

By aleksandra.nizio - września 10, 2017


" Każdy, komu ufamy, na kogo, jak nam się wydaje możemy liczyć, kiedyś nas rozczaruje.

Pozostawieni sami sobie ludzie kłamią, mają tajemnice, zmieniają się i znikają, niektórzy za inną maską lub osobowością, inni w porannej mgle nad klifem... "





Cześć!
Ostatnie dwa tygodnie są dla mnie w życiu zawodowym jak i osobistym niezłym rollercosterem.
Dzieją się rzeczy o których człowiek marzył od zawsze, albo wyobrażał sobie jakby to było gdyby stało się tak czy tak, po czym te rzeczy, emocje naprawdę się pojawiają i dzieją się w czasie rzeczywistym a Ty starasz się to jakoś w swojej brązgłowie określić, nazwać, walczyć z tym a nawet się tym cieszyć, bo w życiu nie podejrzewałaś, że taka sytuacja może mieć miejsce.

Postanowiłam stworzyć cykl wpisów #niziopyta.
Będę zadawać tutaj jakieś konkretne pytanie, wyrażać swoją opinię, mój punkt widzenia, po czym zechcę Was włączyć do komentarzowej dyskusji na ten temat. Mam nadzieję, że pomysł się przyjmie, bo lubię się z Wami dzielić tym co we mnie siedzi lub co mi na wątrobie leży i poznawać Wasz punkt widzenia.


No właśnie.
Dzielenie się z kimś tak skrajnymi emocjami ze swojego życia, dzielenie swojego życia, oddanie siebie w jakieś nawet najmniejszej części, jest to kwestia ZAUFANIA.
Zaufanie jest strasznie dziwną rzeczą. Bez zaufania ciężko byłoby zbudować jakąkolwiek zdrową relację. Jeżeli nie ma zaufania miedzy dwoma osobami (zazwyczaj mowa tu o związku) to relacja nie ma niestety racji bytu. Zaufanie określa nas jako ludzi. Im więcej potrafimy wyłożyć (kolokwialnie mówiąc) siebie na talerzu, tym ta osoba wydaje nam się bardziej "nasza".

Zaufanie to bardzo drażliwy temat. Mówi się, że jest bardzo cienka linia między zaufaniem a nienawiścią. Podobno też zaufanie zdobywa się tylko raz. Podobno cudem jest je odbudować i cudem jest żyć z człowiekiem który to zaufanie nadszarpnął. Podobno też nie daje się drugich szans.
A z drugiej strony kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamień.

Jak uważacie? Da się odbudować zerwane zaufanie do granic możliwości?

Jeżeli chodzi o mnie, o moje podejście, nie jestem tak ufnym człowiekiem na jakiego mogę wyglądać. U mnie trzeba naprawdę naskakać żeby to zaufanie zdobyć i to w małym stopniu.
Mam bardzo ścisłe grono ludzi którym ufam i nie bezgranicznie, ufam na tyle, żeby być ich pewną.
A jeżeli ktoś podejmuje się wyzwania odbudować moje zaufanie, to musi przejść naprawdę ciężką orkę, bez potwierdzenia, że misja sie powiedzie. Taka już jestem.

Jako artysta za każdym razem otwieram się przed słuchaczem. Oddaje to co niewidoczne i totalnie intymne - moje emocje i uczucia. Nie mam pewności jak te uczucia zostaną odebrane, jak słuchacz podejdzie do mojej interpretacji danej piosenki, utworu. Muszę choć troszkę ufać, że interpretacja zostanie odebrana tak jak to założyłam. Więc widzicie, nawet totalnie mi obcym ludziom, z którymi jak się mówi, koni nie kradłam, wódki nie piłam, muszę choć trochę ufać.
Kierowcy w autobusie też musisz ufać. No cholera, jakbyś nie ufał/a nie wsiadł/a byś do autobusu.
Oddajesz kierowcy swoje życie na kilka minut.
Idziesz do lekarza i też ufasz, że nie zrobi Ci krzywdy tylko Ci uratuje zdrowie, a widzisz gościa pierwszy raz w życiu. I nie mówię tu o kwestiach wykształcenia czy obycia w zawodzie. Chodzi o relacje międzyludzkie.
Mimo wszystko zaufanie jest zawsze obecne w naszym życiu. Musimy sobie ufać, nawet podświadomie, ponieważ nic by w świecie nie funkcjonowało tak jak funkcjonuje.

W religijnej kwestii też tak jest. Jestem katolikiem, i wiem, że często nie zgadzam się z decyzjami Staruszka ale biorę je na klatę i UFAM że albo tak miało być, albo po prostu taki jest plan.

Dlatego to zaufanie jest dla mnie zagadką.
Dlaczego mówi się, że drugiej szansy się nie daje jeżeli zaufanie nadszarpnie lub straci, załóżmy, ukochana osoba, a jak jeden lekarz spartaczy robotę to potem i tak do niego wracasz lub idziesz do gościa o tej samej profesji? Przecież też może zrobić dokładnie to samo co ten pierwszy, więc dlaczego się to robi?

Jakie jest Wasze zdanie na ten temat?
Piszcie, udostępniajcie, dawajcie znaka czy odpowiada Wam taka forma.


Ja Was pozdrawiam z Krakowa, lecę na siłownię.
A wczoraj razem z #easypolish popełniłyśmy fajną sprawę, jak ktoś może widział mnie biegającą z mikrofonem na krakowskich bulwarach, to za 2 tygodnie rozwiązanie tej zagadki! :)

Trzymajcie się ciepło i korzystajcie z ostatnich podrygów cudownej pogody.

Buziak!



  • Share:

You Might Also Like

2 komentarze

  1. Oleńko, masz rację, że nikomu tak do końca nie można ufać. Najbardziej boli, gdy tracisz zaufanie do najbliższych osób. Nie da się całkowicie zaufania odbudować, zawsze gdzieś będzie tliło się zwątpienie. Pozdrawiam Cię cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaufanie jest bardzo dziwnym zjawiskiem. Niby naturalne, ale dla mnie bardzo odległe. Zaufanie do przykładowych lekarzy, którzy nas leczą, są raczej takie wymuszane emocje. Najgorzej jest się zawieść na osobach nam bliskim, rodzinie, przyjaciołom, ukochanej osobie. Chociaż uważam że przyjacielskie zaufanie jest najbardziej silne i drogocenne.
    Agh temat ciężki... Ale czasami trzeba się kierować głosem serce.
    Pozdrawiam serdecznie :)
    tutajjestem-lekkomyslny.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń