poniedziałek, 19 czerwca 2017

Mistrzyni zaczynania od nowa.

Cześć!
Jak w tytule, kilka rzeczy w moim życiu się pozmieniało.

Ale to za chwilę, na początek muszę się zlinczować publicznie. Miałam pisać często, miałam pisać o czymś, mieć przygotowane posty i w ogóle być super przygotowaną blogerką. A tu dupa blada.
Dużo obowiązków, rewolucja w życiu prywatnym i zawodowym, wyprowadzki, przewartościowanie  pewnych kwestii życiowych, rozpoczęcie pracy. Dużo się tego nazbierało, ale postaram się wrócić, serio teraz na poważnie. Mam dziennik od Chodakowskiej, ma mnie kto pilnować.

Nawiązując do tematu posta. Serio, jestem absolutnym mistrzem w zaczynaniu czegoś ' od nowa ' .
Gdyby był jakiś plebiscyt, dostałabym jedno z pierwszych miejsc z tego tytułu, naprawdę.
Robię się w tym tak dobra, że niedługo będę codziennie zaczynać od nowa. W sumie, już tak jest, każdego dnia stawiam sobie nowe wyzwania, nowe cele.
Zaczęłam treningi, tak całkiem serio. 3 razy w tygodniu, z samymi mężczyznami, gdzie nie ma czas na ploty i nawet nie masz jak mówić, bo jesteś tak styraną osobą, że jedyne o czym marzysz żeby sztanga Cię przygniotła. ALE JAKIEGO TO DAJE KOPA.  Koszulkę mogę wyciskać, ale ta duma, ta kontrola nad sobą, pokonywanie słabości które masz urojone w swojej głowie, jednym słowem PETARDA.

Jak to się zaczęło?

2 dni przed moimi urodzinami moje życie prywatne powiedzmy ładnie, uległo zmianie.
W dzień urodzin odbierając telefon od Kasi (jak będziesz to czytać, wiedz, że się do tego przyczyniłaś) powiedziała mi " Olcia, wiem, że ciężko, ale to Twój dzień. Nachlej się, idź na imprezę, zrób coś tylko i wyłącznie DLA SIEBIE. "
Co zrobiła Nizio? Pojechała z siostrą na trening. W życiu nie byłam tak dumna z siebie. Człowiek nie ma czasu na myślenie, analizowanie. Oczyszczenie mózgu.
I od tamtej pory, jak wlazłam na bieżnię, to tęsknię jak z niej schodzę.

W 22 wiosnę mojego życia weszłam z totalnie czystym kontem, zlanym potem czołem i ludźmi których mogę uważać za swoich absolutnych aniołów.


Myślę, że specjalnie staruszek robi sobie takie testy z moją osobą.
On wie, że cholernie ciężko mnie położyć na glebie, żebym się nie podniosła. A nawet jeśli miałabym problemy z tym, to mam grono osób które mnie za te fraki pozbierają do kupy.
On wie kogo testować. Komu takie "kłody" pod nogi rzucać. Życie się nie zatrzymało, a wręcz przeciwnie zaczęło pędzić z prędkością światła. Nikt nie powiedział, dobra Niziek, masz tydzień na pokazanie jak Ci ciężko. HALO, LASKA, NIE MA TAK :)

Mam nadzieję, że za kilka miesięcy pokażę Wam efekty mojej pracy nad sobą.
Muzycznie śmigam, a jakże! szczegóły coraz bliżej.


Lecę właśnie na siłownię, a Wam życzę miłego wieczoru.
Będziemy widywać się częściej.

STAY STRONG.


PS, Trochę to wszystko chaotyczne, ale dużo myśli na raz, puetę wyłapiecie napewno <3


wtorek, 10 stycznia 2017

Ferst Kiss i inne bajery czyli frustracja Nizio.

Cześć!

Jak w poprzednim poście, i jego tytule, rok 2017 ruszył z kopyta. Mamy już 10 stycznia, a na polskiej scenie muzycznej poczyniły się takie "cuda", że nie mam serca ani cierpliwości o tym nie zaznaczyć tutaj. Na śniadaniowej scenie, grubą krechą podkreślając.

Kilka dni temu na moim prywatnym koncie na facebook'u wleciało nagranie z telewizji śniadaniowej, w której sama miałam okazję kilka razy wystąpić za czasów programu i nie tylko. Jak wiemy, każdy program śniadaniowy kończy emisję jakimś występem wschodzących gwiazd. Debiutanci z premierowym numerem, wyjadacze z piosenką promującą kolejny album, wokaliści zapowiadający fajne wydarzenia artystyczne, no generalnie rzecz biorąc wszystko spójne muzyczne. Czyżby?

Nie muszę zapewne Wam wszystkim tłumaczyć, że w TV bardzo rzadko muzyka jest grana na żywo, jak jest to wielkie brawa. Uśmiechnięty band, wokalista wylewający siódme poty starając się ruszać ustami jak najbardziej wiarygodnie -  wszystko gra, takie są zasady, tego często nie da się przeskoczyć. Ale koleś za fortepianem grający cudownie na gitarze? Do czego uderzam, bo ciągle krążę wokół jednego.

Zdolny model ( chociaż tu też może być temat dla niektórych do dyskusji ) który jest w jakiś sposób uznawany za indywidualność, wymyślił sobie, że będzie "śpiewał". Będzie wokalistą, zdobędzie sceny polskie, ba, zgłosi się na eurowizję i będę starał się reprezentować nasz kraj. JUHU. 
Podrzucę link do tego cudownego jakże wydarzenia kulturalnego, a co!
U mnie na profilu wybuchła burza, kiedy tylko link wyświetlił się na tablicy.
No bo jakim prawem? Dlaczego? Za co? Kiedy to się zmieni?

Kiedy wiem, że nie będę dobrą modelką, to się za to nie biorę tak?
Kiedy wiem, że jest milion lepszych to jako producent inwestuje w lepszych prawda?

Wiecie co w tym wszystkim boli mnie najbardziej?
Że ja, jako początkująca można powiedzieć nawet, że raczkująca wokalistka w tym całym showbiznesie, jak tysiące innych wokalistów, twórców, musi tego słuchać i przyjmować ten stan rzeczy. Że jakiś z modellingowym potenszyl (hehehe), wymyśli sobie, że będzie śpiewał i ON TO (chciałoby się użyć jakiegoś przekleństwa ale mnie wypada) ZROBI. I znajdzie się producent który to wyprodukuje, i znajdzie się wytwórnia która to wyda, i znajdzie się hajs na teledysk, na promocję kogoś kto nie wie jak poprawnie nawet trzymać mikrofon.
I pójdzie taki do TV śniadaniowej, bo MOGĘ, i wykona swój bardzo przejmujący numer o ferst kissie, a jego chórki nie będą miały pojęcia co tam robią, ale stoją bo MOGĄ.
A nabiedniejszy w tym wszystkim pianista, bo nie sądzę, żeby uśmiechało mu się brać udział w takiej farsie gra z największym przejęciem, a tu nagle, szok! GITARY W TLE, a gitarzysty to ze świecą tam szukać. Ale co tam, gram dalej, bo tak, pewnie dobrze zapłacą.

Jeżeli to się nazywa hejt, okej, nazwijcie mnie hejterką.
Ale jeżeli czekasz na coś, pracujesz na to latami, poświecasz naprawdę wiele, i słyszysz, że Twoja muza jest za ambitna, by za kilka dni usłyszeć COŚ TAKIEGO.
To miejcie trochę dla mnie litość i dla innych twórców, którzy mają tego już po dziurki w nosie.

Możemy sobie zadawać oczywiście pytania, czy ten preceder się kiedyś skończy, czy zaczniemy promować twórców z dobrą muzą.
Ja nie neguje żadnego stylu muzycznego, każdy niech śpiewa co mu tam w duszy gra.
Ale właśnie, NIECH ŚPIEWA. 
I niech robi do dobrze.

I niech nie patrzą tylko na hajs tylko na nasze zdrowie.
Bo się cholera przez takie rzeczy nadciśnienia nabawię, a jeszcze młoda jestem i chciałabym zdziałać jakieś fajne rzeczy na tym świecie.

Pozdrawiam Was serdecznie z Krakowa, gdzie strach wychodzić z domu, żeby mieć czym oddychać.

Jeżeli chcecie się wypowiedzieć na ten temat, zapraszam do dyskusji na fanpage'u.
Udostepniajcie ten post, wypowiadajcie się na ten temat.
Buziaki.

A.

Na dole link do występu który wbudził we mnie takie emocje.
Miłego odbioru.


Tak, ironizuję


First Kiss.






piątek, 6 stycznia 2017

Ruszamy z kopyta!

Cześć!
Na snapchacie (btw - niziooo ), instagramie, fanpage'u dopominacie się postów, co swoją drogą jest ultramiłe, bo oprócz muzyki, bardzo lubię pisać. O wszystkim. Tyle, że muszę znaleźć jakiś szczególny, mocny bodziec, który będzie motywacją do pisania, lub ktoś musi podrzucić mi dobry temat, więc jeżeli ktoś z Was ma ochotę żebym wypowiedziała się na jakiś temat, zapraszam do dyskusji.


Dzisiaj 6 stycznia. 6 dni temu przywitaliśmy 2017. Szaleństwo, co?
I dzisiaj, słuchając Amy Winehouse uświadomiłam sobie, że cholera, jest już 2017.
Złapałam swój kalendarz, który powolutku zapełnia się planami, koncetrami, spotkaniami, i zrobiłam postanowienia noworoczne. Pierwszy raz w życiu wzięłam się za to na poważnie, zapisałam sobie nawet, i poproszę D. żeby podpisał i wypomniał, jeżeli umyślnie czegoś nie zrobię.
O niektórych długo myślałam, dojrzewałam do pewnych decyzji. Napewno będę Was informować o realizacji wszystkich, ale nie będę się tutaj rozwodzić nad nimi, jest to moje, zapisane, i jak zrealizuje, to pod koniec roku pokażę, w jednym będziecie mnie musieli dopingować, nawet specjalnie to sobie zrobię, żeby mi wstyd nie było, że rady nie dałam. Bo jak to, Nizio nie da rady? Nizio zawsze da radę. Nawet jak myśli, ze nie da, to da. Ale to później, po pierwszym osobistym rozliczeniu.

Nie chcę ciągnąć niepotrzebnych wywodów.
Chcę żebyście wiedzieli, ze w 2017 czeka mnie sroga przeprawa muzyczno-życiowa.
I bardzo chcę żebyście w niej uczestniczyli.

Proszę Was o pomoc w napisaniu następnego posta.

Podrzucajcie temat!

Dziękuję, do zobaczenia

2017, nadchodzę


                                          











poniedziałek, 17 października 2016

Zamienić na lepszy model, czyli jak to faceci wolą Twoje przeciwieństwa.

Od dwóch dni zapowiadam się z nowym postem, ale nie miałam na to kompletnie czasu, przepraszam!
Event w Zakopanem do godzin porannych, powrót do Krakowa i mnóstwo papierologii zatrzymało moje przemyślenia. No więc do meritum!

We wcześniejszym poście poruszyłam relacje damsko-damskie, pewność siebie i bardzo znany tekst w otoczeniu:


MĘŻCZYŹNI WOLĄ SZCZUPLEJSZE. 



Ironizując, uwielbiam to stwierdzenie.
Od kiedy jeżdżę w trasy koncertowe, śpiewam, gram, większość mojego czasu spędzam właśnie z mężczyznami i dużo widzę i dużo jestem w stanie na ten temat powiedzieć. Wydaje mi się, że to kwestia indywidualna kto co lubi, lub kto co preferuje.
Jednak najważniejsze, że czy większa czy mniejsza, faceci lubią kobiety INTELIGENTNE.
Kobiety które są wyzwaniem. Kobiety która wie czego w życiu chce.
Waga nie jest wymiernikiem tego jakim człowiekiem jesteś. Facet lubi wiedzieć, że jesteś konkurentką w rozmowie. Że masz coś do powiedzenia. Na każdy temat.
Swoja drogą, w dzisiejszych czasach zatarło się przeświadczenie, że kobiety są delikatne i subtelne 24 na dobę. Tak się już nawet po prostu nie da. Dlaczego?

Teraz kobiety są bardziej niezależne. Więcej potrafią zrobić same. W większości sytuacji muszą sobie radzić. Rozwijają kariery, rodzina idzie trochę na dalszy tor. A mężczyźni korzystają z życia nie myśląc o odpowiedzialności.
Mężczyźni lubią sierotki. 


Chodzi o to, że lubią czuć się rycersko ratując swoją kobietę z jakiejkolwiek opresji, począwszy od wkręcenia żarówki do pożyczki ogromnej sumy pieniędzy.
A my, przyzwyczajone do tego, że radzimy sobie same, nie pozwalamy na to.
No piękne moje, przyznajcie się, ile z Was woli zrobić coś samej niż prosić kogoś o pomoc? Zwłaszcza faceta który nam się podoba, lub który już jest "nasz"?
No właśnie, już widze ten uśmiech pod nosem.

Zmiany cywilizacyjne nas nie omijają. Świat idzie do przodu a my za nim pędzimy.
Ale nie róbmy z facetów debili. Faceci robią to na co my pozwalamy i odbierają nas tak jak my odbieramy siebie. Jeżeli czujesz się piękna każdy to zauważy. Jeżeli czujesz się pewna swoich możliwości i pewna swojego ciała, to nie sądzę żeby nikt się za Tobą nie obrócił.
Choćbyś wyglądała jak Pamela Anderson w najlepszych latach świetności, jeżeli facet nie będzie miał z Tobą wspólnych tematów to nie pyknie. Cielesność nie jest w tym całym szumie najważniejsza.
Nie mówię, że nie jest ważna.
Trzeba o siebie dbać, w każdej sytuacji.
Ale najlepiej jest wtedy jak on wraca zmęczony po pracy a Ty w dresie z wifi na głowie przytulasz go i pytasz jak było a on i tak mówi, że jesteś piękna :)))))


Kończąc swój wywód
.
Zawsze znajdziemy w sobie coś, co nam nie pasuje. Faceci też mają kompleksy, serio.
Może nawet większe niż my. Ale nie możemy generalizować, że wszyscy mężczyźni idą tym samym tokiem myślenia. To samo przecież można powiedzieć o nas. My też wybrzydzamy.
Nie oszukujmy się, nie obruszajcie się czytając to. Też często nie doceniamy tego, że ktoś się o nas stara, dba. Chcemy niepotrzebnej adrenaliny, często szamoczemy się ze swoimi uczuciami na prawo i lewo, nie wiedząc nawet, że ten przypadkowy facet który codziennie sprzedaje bułki za rogiem, może być Twoim rycerzem który bedzie już zawsze wkręcał żarówki. Wymienikiem miłości nie mówi być kocham Cię czy wieczne prezenty. To np, sroga zjeba za przepracowywanie się, to " ubierz się ciepło albo " jesteś najlepsza na świecie " kiedy nic nie masz w lodówce i gotujesz parówki dla swojej drugiej połówki :D
Każdy człowiek jest wart tego, żeby być szczęśliwy, nawet jeżeli miałby sobie to szczęście narysować. Nie róbmy z naszych mężczyzn jaskiniowców. Oni też czują. I widzą.
Więksi, mniejsi, z nadwagą, z niedowagą, z blond, brąz czy rudymi włosami, jak kochają to na zabój.
Pozwólmy się czasem zastąpić w obowiązkach ( teraz ja się uśmiechnęłam pod nosem, bo sama się tego uczę )

Pozwólmy się kochać takimi jakimi jesteśmy. I nie twórzmy sobie jakichś wyimaginowanych powodów dlaczego nie zwracają na nas uwagi. Zwracają. Trzeba się dobrze przyjrzeć.
Albo cierpliwie poczekać :)

Dziękuje Wam, ze tak dużo wyświetleń jest na moim blogu, nie spodziewałam się takiego ruchu!
Wiem, że możecie twierdzić, że jestem może za młoda na takie wywody.
Mówię co myślę, i co widzę.
4 miesiące w busie z 8 facetami uczy. Uwierzcie na słowo!

Zapraszam do odwiedzania, udostępniania postu i bloga.
Niech idzie w świat!

Pozdrawiam Was z Krakowa.


Wasza A.



wtorek, 11 października 2016

Pchli targ, czyli relacje międzykobiece i pewność siebie.

Cześć!
Mówiłam, że będę bywać częściej, tak więc jestem. Cóż, Warszawska niedziela okazała się bardzo owocna. Tak jak wrzuciłam informacje na mojego fanpage'a - jesteśmy w trakcie nagrywania materiału i ostrych przygotowań do sezonu 2017. Gdyby emocje które mi aktualnie towarzyszą możnaby było nazwać jakąś kontretną witaminą, ja byłabym cykającą bombą witaminową, taka MULTIWITAMINA. Strach, szczęście, euforia, rozpacz, flustracja. Mnóstwo tego. Ale kto jak nie ja ma to unieść?

Ale post nie w tej sprawie.
Temat pewności siebie i funkcjonowania w społeczeństwie powraca do mnie jak bumerang. Bo mnóstwo z Was, nie czuję się dobrze ze sobą. Pierwszy filar mojego tematu. Pchli targ.
My, ludzie, zawsze chcemy tego czego nie mamy, często zapominając pielęgnować co nasze i piękne.
Mam super figurę, ale nie mam dużego biustu. Mam duży biust ale nie mam figury modelki. Mam proste włosy a wolałabym kręcone. Często mamy autorytety wyglądu. Często wydaje mi się, że mamy doczynienia w zmienianiu "idola" w swoisty stragan. Wybieramy to, co nam w aktualnym momencie jest potrzebne lub jest po prostu super. Super życie, świetny facet u boku, świetna figura, hajs wylewający się strumieniami z konta i w ogóle cukier słodkości i inne pyszności. Ale nikt nie myśli o pracy którą trzeba w to włożyć, o tym, że może ta cudowna kobieta ze zdjecia może mieć naprawdę problemy w życiu, ale jest postawiona jako autorytet?  Złych emocji nie chcemy, możemy się im przyglądać z boku. Brać jest łatwo, gorzej z dawaniem czegoś od siebie.Więc, gdzie w tym wszystkim ukryty związek X, który dał Atomówkom tak super moce?

W prawdziwym życiu, tym związkiem X nazwałabym akceptacje siebie. Życie na własnych warunkach. Pozwoleniem się kochać takim jakim się jest.
KAŻDY CZŁOWIEK MA WADY I KAŻDY COŚ BY W SOBIE ZMIENIŁ.Udowodnione naukowo, mnóstwo publikacji i samo życie nam to pokazuje.
Nawet ten cud natury za który mamy niektóre osoby ma słabsze dni, płacze i może wyglądać nie jak milion dolców. JESTEŚMY TYLKO LUDŹMI. 

Dlatego (płynnie przechodząc do kolejnego filaru) przykro patrzeć jak kobieta jest kobiecie wilkiem.
Ostatnio pokazałyśmy jak umiemy się wspierać we wspólnej sprawie jeżeli ktoś chce zaglądać nam tam gdzie nie powinien i zabrać nam prawo do wolnego wyboru. Dlaczego więc nie stac ramie w ramię kiedy chodzi o akceptację siebie, swojego ciała i swojego życia?
Każda z nas, kobiet, jest niepodważalną wartością samą w sobie. Nie ważne jaki rozmiar nosi.

Często czytam Wasze historię, kiedy byłyście piętnowane, wyśmiewane. I tak wielkie miałam szczęście, że miałam cudownych ludzi wokół siebie. Którzy widzieli we mnie człowieka, po prostu, nie powód do drwin. Nadal tak jest.

Nie jestem perfekcyjną wokalistką jak na Polskie standardy. Nie takie rzeczy się u nas na scenie dzieją. Oczywiście, miałam sytuację kiedy nawiązanie do Polskiej Adele, wiązało się też z internetowym anonimowym hejtem (który dla mnie jest najżałośniejszą formą krytyki, jeśli w ogóle można było nazwać to krytyką) że mniej z głosu, bardziej z wyglądu jestem do niej podobna.
I co? W ćwierćfinale, przed występem, został poruszony temat mojego wyglądu. Czy aby napewno się akceptuje, czy napewno jestem szczęśliwa. I wiecie co powiedziałam?

                                         A wyglądam na nieszczęśliwego człowieka? 

A tekst, " bo mężczyźni wolą szczupłe kobiety " rozkłda mnie na części pierwsze, ale temat poruszę w następnym poście.

Cieszcie się życiem, kochajcie i dbajcie o siebie!


Całuję z Krakowa,

A.





środa, 5 października 2016

Wątpliwości, żale i szczerość 21-latki.

Nie przepadam za jesienią.

Zwłaszcza teraz. Zimno, ponuro, ja drugi dzień w łożku, w wełnianych skarpetach i wifi na głowie, bezproduktywnie nadrabiając sezon " Drugiej Szansy ". Bo mi też przecież odpoczynek się należy, poza tym, choroba to jedyna " wymówka " którą jestem sama sobie przyswoić i nawet ją zaakceptować. Co u mnie? Długo mnie tu było, jak zwykle. Z blogowaniem mam na bakier trochę, niestety dopiero uczę się śmigania w cybeprzestrzeni na tyle, żeby zorganizować czas żeby wszystko było zawsze i konkretnie napisane i ułożone, zwłaszcza, że moja sytuacja życiowa trochę się zmieniła, ponieważ u mnie ostatnio bardzo spore zmiany. Jak pewnie zdążyliście zauważyć, znów się przeprowadziłam. Nadal wszystko kręci się wokół muzyki, miotam się z miasta do miasta szukając swojego przysłowiowego miejsca na ziemi. Szukając miejsca, w którym moje pasje i zainteresowania będą realizowane. Teraz padło na Kraków. Miasto, w którym w lutym tego roku byłam po raz pierwszy od 10 lat. Miasto któro obrodziło w ludzi, którzy nadają na moich muzycznych falach, miasto inspirujące do pracy. Ciężko może się oddycha, ale przynajmniej jest co robić. Mam nowe mieszkanie i nowych współlokatórów. Nowy zespół i nowego menagera. Nową baze danych, nowe spojrzenie na rzeczywistość, nowe projekty, nowe propozycje pracy.
Przeprowadzka do Krakowa wiąże się z kolejnym etapem, mianowicie zrezygnowałam ze studiów w Słupsku. Czy żałuje? Jedynie ludzi. Kilku wykładowców. Muzodajni, Kaw w Cafeinie. I tak będę nad morze wracać, w końcu uwazałam to miejsce za moje miejsce na ziemi. Mamy spektakl to zagrania!
( Od 27 listopada do 3 grudnia znów w Lęborku, Szepty Serc, zapraszam! ) Poza tym, są tam ludzie tak ważni dla mnie, że nie wyobrażam sobie nie spotykać się z nimi.
Mam faceta. Serio. Najprawdziwszego faceta, który już trochę ze mną wytrzymał, i mówi, że kocha.
A jak tak mówi, to tak być musi. Szczęście mam, że go mam.


Tytuł wpisu dzisiaj to wątpliwośći i żale 21-latki.
Bo każdy z nas je ma. Czy dobrze postępuje, czy decyzje które podejmuję, nie są nazbyt pochopne.
Czy aby napewno droga którą idę jest drogą dla mnie, czy aby napewno wystarczy mi determinacji i siły do tego, żeby wszystkie plany zrealizować. Też z nimi się mierzę. Każdego dnia.
I wiecie co? Każdego dnia Bogu dziękuję za moich cudownych rodziców, którzy wspierają mój każdy wybór. Naprawdę, wiem, że nie każdy ma takie szczęście jak ja, żeby mieć przy sobie tak wyrozumiałych i kochających bezgranicznie ludzi jakimi są moi rodzice, którzy zawsze wysłuchają to co mam do powiedzenia, mogą się z tym zgadzać lub nie, ale zawsze chcą mojego dobra. Jestem im za to bardzo wdzięczna. Wiecie co? Lubię moje życie. Jest pogmatwane, czasem ciężkie, czesto go sama nie rozumiem, i pytam Staruszka czy poważnie wie co robi, ale wiem, że wszystko jest po coś.
Cholera, lubię moje życie. Nawet teraz, kiedy leżę w łóżku i zeby wstać z łóżka muszę napiąć wszystkie mięśnie z podwójną mocą, bo bolą niemiłosiernie, to lubię moje życie.
Bardzo mało narzekam, wiem, że nie można, kiedy pnie się człowiek na szczyt.
Mam za sobą cudownych ludzi, i nie zapeszając, mam narazie ogromne szczęście do ludzi.

Muzyczny rynek. Cholernie ciężki rynek. Nie chcę być zwyciężczynią Voice'a która gdzieś zniknęła.
Wielu ludzi to mi zarzuca. Że nie robię nic, gram eventy, i to wszystko. Nawet sobie sprawy nie zdajecie jak ciężko jest cokolwiek zdziałać swojego w brażny muzycznej. Dużo musiało się podziać, dużo złych i dobrych decyzji musiało się podjąć, żebym mogła to zrozumieć. Dużo musiało się pozmieniać w mojej głowie, dużo rozmów trzeba było przejść, żeby zrozumieć, że bez kompromisów płyta może się nie pojawić nawer za kilka lat. Brzmi to strasznie, wiem. Nie chce być zaszufladkowana. Nie mogę na to pozwolić. Muzyka którą robiłam z zespołem często była odrzucana. Wiecie jakie to uczucie? Wykładasz się dosłownie na talerzu. Swoje emocje, przejśćia. W tekscie, w muzyce, nawet w kilku akordach. A ktoś Ci mówi, że to się nie sprzeda. NIE SPRZEDA SIĘ.
I jeb, do kosza. Twoją prace, Twoje życie. Więc bierzesz kolejne doświadczenia z życia i kombinujesz może lepszą wersję siebie, która, wg ludzi wyżej, się SPRZEDA.
W pewnym momencie siedzisz nad kartką papieru, piszesz kolejny tekst i kminisz, no ku*wa, co ze mną jest nie tak? Może jestem za słaba na to? Może mój przelot naprawdę nie jest wart niczego?
Piszesz. Namiętnie piszesz teksty, zrywasz się w nocy z weną, robisz kawę i piszesz. O wszystkim.
Szukasz inspiracji nawet w białej ścianie. Bo może jej historia jest ciekawsza niż całe Twoje życie.

W tą niedzielę wyjeżdżam do Warszawy. Bo robię nowy materiał na płytę, bo poprzedni przelot też nie był taki jak miał być. Trudno. Zbierasz tyłek w całość i idziesz dalej, no. Życie.
Czy ten będzie już lepszy? Nie wiem. Czy ludziom wyżej podpasuje? Też nie wiem!
Czy w wakacje 2017 roku spotkamy się na koncertach promujących mojego singla, epkę, płytę?
NIE MAM ZIELONEGO POJĘCIA. 

Ale wierzę w to. Cholernie w to wierzę. Że mi się uda.
W końcu nigdy nic nie dostałam ot tak. Ciężką charówką dotarlam do miejsca w którym jestem.
I uda mi się. Jeżeli to przeczytasz, to mam nadzieje, że pomyślisz o mnie dobrze.
I też będziesz wierzyć. W końcu, wiara czyni cuda, prawda?

Będe tu częściej. Serio.
Musiałam z siebie wyrzucić wszystko to, co się kotłuje we mnie już długo.
Mam nadzieję, ze nie piszę tego tylko dla siebie. Jeżeli tak, to w sumie też okej, wrócę do tego kiedyś i mam nadzieję, że będę się z tego śmiać w głos.

Trzymajcie się myszki. 






środa, 27 lipca 2016

Właśnie. W sukience, czy w spodniach?

Cześć!
Bo bardzo intensywnym tygodniu spędzonym w Krakowie, wróciłam do domu, trochę z powodów prywatnych, ale jednak sposobność spędzenia w domu większej ilości czasu niż
3 dni wydaje się być satysfakcjonująca. Ale nie o tym.
W końcu nawiązuję do tytułu bloga. W sukience czy w spodniach? Jak osobiście wolisz?
Bo u mnie zdecydowanie wygrywają spodnie. Spodnie, spodnium. Wszystko co ma nogawki ma pierwszeństwo przed sukienką czy spódnicą, co możecie zauważać na koncertach.
albo nawet z nagrań z programu. Spodnie albo długie piękne sukienki, to jest to co lubię.

Dlaczego?
Po pierwsze kwestia wygody.
Po prostu przez czas który spędzam w trasie nie zastanawiam się jak mam wygodnie usiąść żeby nic nieporządanego nie wyszło na światło dzienne, tylko rozwalam się tak jak lubię i mogę jechać.
Po drugie, nie lubię.
No cholera nie lubię mieć sukienek. Chociaz się tego bardzo uczę, i tak jest lepiej niż było, bo ja również muszę pracować nad swoją " kobiecością ". Ale, że ja lubię pod prąd, to uwielbiam udowadniać, że w spodniach też kobieta może wyglądać seksownie, ponętnie, z klasą i gracją. Sukienki są atrybutem, oczywiscie, jak nauczę się je nosić, i wypracuję w swoim ciele to co chcę wypracować, prawdopodobnie nie wyskoczę z sukienki już nigdy ale jak narazie walczę o seksapil w spodniach ;)
Powód 3. MÓJ BIUST
Ze względu na jego rozmiar mam ogromny problem z dopasowaniem sukienki. Zawsze wszystkie sukienki są po prostu za małe w górnej części ciała, co mnie zmusza do szycia.
A szycie wiąże się z przymiarkami i innymi bajerami na które ja normalnie, po ludzku, nie mam czasu :)
Na szczęście od kiedy plussize'ki w Polsce rozpoczęły rewolucję ubraniowo-egzystencjalną, podłapałam mnóstwo świetnych sklepów z ciuchami dla biuściastych dziewczyn.
I nie, nie są to worki pokutne, bezkształtne i bez wyrazu szmatki.
bylola, 20inlove to jak narazie dwie moje ulubione marki które mnie nie zawiodły.
Także, może będziesz mógł/mogła oglądać mnie w kiecach coraz częściej?

Ale będę powtarzać do znudzenia. Nie to co nosisz jest seksowne i jest wyznacznikiem kobiecości. Ty sama nim jesteś! :)

Oczywiście na koniec kilka zdjęć,





Pozdrawiam z upalnego Aleksandrowa, z kawą w ręku co by nie zasnąć nad laptopem!